Koniec świata? Nie, to dziki wschód Koh Chang!

 
Dni na Klong Prao Beach mijały mi przyjemnie na pływaniu, opalaniu się, słuchaniu audiobooków i jedzeniu mango. Czyli w takiej typowej, wakacyjnej rutynie. Oczywiście znając siebie wiedziałam, że nie wytrzymam w niej długo. I faktycznie po paru dniach zaczęły mnie świerzbić paluszki u stóp. Zachciało mi się przygody. Postanowiłam wynająć skuter i odwiedzić najbardziej odległy, najsłabiej zaludniony, najgorzej rozwinięty kawałek wyspy. Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Zobaczyłam DZIKI WSCHÓD Koh Chang…

 

Jeśli ktoś myśli, że życie Robinsona Cruzoe miało wiele zalet i chciałby ich zaznać na własnej skórze, koniecznie powinien wybrać się na wschodnią część Koh Chang. Sama wyspa oczywiście nie jest bezludna. Ale odległa, otoczona dżunglą, nieposiadająca najmniejszej bazy turystycznej plaża Wai Chaek to miejsce, które pokocha każdy miłośnik survivalu. Wszystko, czego potrzebujecie, to mały namiot i zapas jedzenia oraz picia – do najbliższych oznak cywilizacji będziecie mieć dobrych kilka kilometrów.

Z dużym prawdopodobieństwem będziecie mieć tę plażę tylko dla siebie. Nawet w sezonie odwiedzają ją nieliczni. Droga, która do niej wiedzie pełna jest dziur, wzniesień, ostrych zakrętów i wszelkich innych utrudnień. Od maja do mniej więcej grudnia przepływa zresztą przez nią rzeka. Jeśli zepsuje Wam się tutaj motor lub skończy paliwo – moje kondolencje. Równie trudno co żywą duszę, jest tutaj spotkać zasięg w telefonie.

Cicho wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie… 🙂 / Fot. Irmina
Najpiękniejsza plaża Koh Chang

Dla tych, którzy jednak nie czują w sobie nic z Beara Gryllsa, a mimo to chcieliby znaleźć się na odludziu, polecam Long Beach. Według mojego osobistego rankingu, to najpiękniejsza plaża Koh Chang. I do tego jedna z najspokojniejszych. Zdecydowana większość turystów, tak jak ja, przyjeżdża tu na jednodniową wycieczkę na skuterach z zachodniej części wyspy, zostaje na kilka godzin a później wraca.

Przy plaży znajduje się jedynie prosta restauracja oraz kilka chatek z najbardziej podstawowymi wygodami. Choć może nawet wygody, to zbyt wielkie określenie: mam na myśli stary materac, siatkę na komary i pojedynczą żarówkę. Jeśli jednak czujecie, że wszystko co potrzeba Wam do szczęścia to odcięcie się od cywilizacji, to z pewnością będzie to dla Was idealne miejsce. Uwaga: to miejsce jest otwarte tylko w sezonie, a więc przez trzy-cztery miesiące w roku, zaczynając od grudnia.

Podstawowe ekhm, wygody… 🙂 / Fot. Irmina
 
Trochę adrenaliny – droga do Long Beach

Long Beach warto odwiedzić tym bardziej, że droga do niej – jest wielką atrakcją samą w sobie! Po pierwsze, jest to droga długa. Z White Sand Beach, a więc najbliższego Long Beach kurortu, jest to aż 35 kilometrów! Większa część, przyznam szczerze, jest dość nudna: płaska, szeroka i utrzymana w zaskakująco wyśmienitym stanie. Za to ostatnie siedem kilometrów zostaje na długo w pamięci. Ostre wzniesienia, niebezpieczne zakręty, nieoczekiwane zwężenia – a ponad to wszystko, wspaniałe widoki na góry, morze i pobliskie, mniejsze wysepki!

Po drodze można przyjrzeć się życiu lokalnej, wiejskiej społeczności. Można również odwiedzić mniejsze atrakcje: punkty widokowe, wodospady i lasy namorzynowe.

Lasy namorzynowe

Bardzo chciałam odwiedzić lasy namorzynowe, ponieważ nie miałam pojęcia jak wyglądają, a nazwa brzmiała dla mnie bardzo romantycznie. Samo miejsce owszem, jest dość urocze: labirynt kładeczek na wodzie wśród bujnej zieleni. Ale jednak jakoś inaczej je sobie wyobrażałam. Myślałam chyba, że będzie to bujny, soczyście zielony las zanurzony w krystalicznie czystej wodzie i zamieszkały przez setki fascynujących stworzeń i żyjątek – niczym z Blue Planet II, filmu dokumentalnego na BBC. A w gruncie rzeczy były to po prostu wielkie krzaczory do połowy zanurzone w mętnej wodzie. Być może o innej porze roku wyglądają piękniej, a być może po prostu już taka ich uroda…

I to już był już mój ostatni dzień na Koh Chang! Kolejnego ranka wsiadłam w autobus i po blisko sześciu godzinach tułaczki dotarłam do… Bangkoku.

Czy lubię stolicę Tajlandii i dlaczego nie? 🙂 Gdzie się zatrzymałam? Jak wysoko udało mi się wejść? Ile kosztuje jackfruit? To wszystko już w kolejnym wpisie! Polub mój Fanpage, aby być na bieżąco! 🙂 

Przydatne info:
  • wynajęcie skutera na 1 dzień: 200 – 300 bht (21-31 zł) Przy dłuższym czasie można się z sukcesami tragować.
  • paliwo: sprzedawane na butelki, na każdym kroku, prawie wszędzie 40 bht (4.30 zł) Aby dojechać z Klong Prao Beach do Long Beach potrzebowałam takich czterech (z małym zapasem).
  • wejście na kładki z lasami namorzynowymi (Mangroove Walk) – bezpłatne

Holy TravelRocks! Podobał Ci się dzisiejszy wpis? Powiedz to światu! Kliknij „Like” i podziel się z innymi: