TOP 5: Za co lubię Londyn

Z Londynem łączy mnie bardzo pokręcona relacja. Przez całe trzy lata naszego związku naprzemiennie uwielbiałam to miasto i go nienawidziłam – czasem szala przechylała się to w jedną, to w drugą stronę, ale generalnie żadna nigdy nie przeważyła. Życie w Londynie ma bardzo dużo zalet i niestety, drugie tyle wad. Dziś o tych pierwszych – o zaletach, które sprawiły, że czas spędzony w stolicy UK był dla mnie naprawdę wyjątkowy.

 

1. Multikulturalizm

Zawsze byłam ciekawa świata i ludzi. I jeśli miałabym wskazać jeden powód, dla którego trzy lata temu na promie płynącym z Dunkierki do Dover, o trzeciej w nocy, wymęczona kilkunastogodzinną jazdą autem zdecydowałam „OK. Jedziemy do Londynu” – to tym powodem był właśnie multikulturalizm. (Przyjeżdżając na Wyspy nie miałam ogarniętego ani mieszkania, ani pracy, ani nikogo nie znałam, a opuszczając Polskę nie wiedziałam nawet, gdzie dokładnie jadę).

Przez trzy lata w Londynie poznałam masę fantastycznych ludzi z całego świata. Moi najlepsi przyjaciele pochodzą z Brazylii, Turcji i Włoszech. Poznałam dziewczyny z Australii, Turkmenistanu i Wenezueli. Chłopaków z Mjanmy, Nowej Zelandii, Albanii i Algierii. A z każdą z tych osób rozmawiałam o kulturze, tradycjach, zwyczajach i kuchni państw, z których pochodzą. Najlepsze lekcje na college, na ktory uczęszczałam, to również były te, na których każdy prezentował ciekawostki o kraju lub regionu pochodzenia. (A był i Ekwador i Afganistan i rumuńska Transylwania i wiele, wiele innych). To niesamowite, jak wiele możemy nauczyć się od siebie nawzajem.

Mówi się, że w Londynie ciężko spotkać „Londyńczyka z urodzenia” – osobiście nie potwierdzam, bo akurat kumpluję się z kilkoma. A także z Brytyjczykami, którzy do Londynu (przede wszystkim dla pracy) przyjechali z innych zakątków królestwa, np. północnej Anglii lub północnej Irlandii. Wszyscy bez wyjątku są miłymi ludźmi i wszyscy czegoś mnie nauczyli.

Moi najlepsi przyjaciele w Londynie pochodzą z różnych państw i kontynentów,

2. Lifestyle

W tej kategorii mieści się wiele rzeczy. A więc, po pierwsze: jeśli ktoś chce prowadzić zdrowy tryb życia, to w Londynie jest to naprawdę proste (minus spaliny, ale o tym później). Jak grzyby po deszczu pojawiają się kolejne, bardzo trendy sklepy z organiczną żywnością – w których można kupić totalnie wszystko, co zostało wyprodukowane dla ludzi dbających o zdrowe odżywianie. Od oczywistości typu tofu, hummus czy wegańskie brownie, przez produkty całkiem popularne jak spirulina, miód manuka, herbata matha albo mąka kasztanowa, aż po absolutne nowinki typu proszek z baobaba. Podstawowe wege produkty, typu mleko kokosowe czy awokado, można kupić także w każdym markecie. Wszędzie pełno wegetariańskich i wegańskich restauracji. Również niemal każdy „tradycyjny” bar czy restauracja mają w swojej karcie dania wege – bo muszą podążać za trendami.

Jeśli chodzi o sport, to wydaje mi się, że nie ma sportu, ktorego w Londynie nie można uprawiać – no, może poza skokami narciarskimi. Ale serio, tutaj jest nawet zmrożona ściana do uprawiania wspinaczki lodowcowej! W Londynie znajduje się największe centrum wspinaczkowe w Wielkiej Brytanii (moje ukochane The Castle), kilkanaście boulderowni i niezliczona ilość szkół jogi. W parkach, zaopatrzonych w boiska do koszykówki, korty do tenisa i siłownie na świeżym (ekhm…) powietrzu odbywają się zajęcia z lacrosse’a czy slackline – do wyboru, do koloru. Fani siłowni też mogą poczuć się jak w niebie – jest tu kilka sieci siłowni otwartych 24/h na dobę, w których członkostwo kosztuje śmieszne pieniądze (ok. 19 – 25 funtów za miesiąc).

Ale okej, ale umówmy się, że ktoś ma w nosie sport i zdrowe jedzenie. Nic straconego! Bo jeśli chodzi o jedzenie, to takie osoby wciąż są w raju. Londyn to niezliczona ilość pubów, barow, kawiarnii i restauracji. Angielska kuchnia nie ma najlepszej opinii – moi angielscy koledzy twierdzą co innego, ale nie ma co ich słuchać, oni zachwycają się bułką z frytkami – ale nie jest ona tutaj do niczego potrzebna. W Londynie, tak jak i ludzie, tak i kuchnia jest z całego świata. Nie trzeba wyjeżdżać z miasta by odbyć kulinarią podróż do Turcji, Indii, Chin, Wietnamu, Korei czy Libii. Najmniej wymagające podniebienia z pewnością uszczęśliwi rownież wszędobylskość tzw. chicken wings shops. Najczęściej nie można w nich kupić wiele więcej ponad frytki i skrzydełka kurczaka, ale dla wracających nad ranem z imprezy londyńczykow takie menu to spełnienie marzeń.

Tęcza nad miastem!

3. Parki

Jeśli chodzi o parki, Londyn ma wiele do zaoferowania. Jest ich naprawdę dużo. A w niektórych spośród nich można poczuć tak, jakby się wcale nie było w centrum kilkunastomilionowej aglomeracji. Różnią się od siebie znacznie nie tylko powierzchnią, ale i stylem – znajdziemy parki typowo rekreacyjne, z boiskami sportowymi i ścieżkami biegowymi, ale za to kilkoma drzewami na krzyż – a także parki w stylu staroangielskim, z bardzo zadbaną roślinnością i dekoracyjnymi fontannami.

Do moich ulubionych parków należą: Hampstead Heath – za wspaniały widok ze wzgórza na panoramę centrum Londynu, Crystal Palace Park – za ogromny labirynt z żywopłotu, w którym można poczuć się jak hobbit, Finsbury Park – w sumie nudny, ale to tu wybiegałam całkiem sporo kilometrów, Alexandra Park – za totalnie chillową atmosferę i bliskość Muswell Hill, Holland Park – za japoński Kyoto Garden i kolorowe karpie, oraz Hyde Park – bo jest duży, jest w centrum i ma dużo szarych wiewiórek, które nie boją się ludzi i które można karmić fistaszkami.

Battersea Park
Samo centrum Londynu! (W tle widać wieżowce Canary Wharf)

4. Architektura centrum miasta

Nowoczesna architektura centrum miasta w jakiś sposób przyciąga mnie i fascynuje. Bardzo lubię – szczególnie o zmroku, gdy szklane akwaria wypełniają się światłem, a powietrze swego rodzaju melancholią – spacerować wśród wieżowców czy to City, czy Canary Wharf. Lubię też czasem pojechać do tych najbogatszych dzielnic mieszkalnych, na Pimlico albo Chelsea albo Batterea, gdzie znajdują się najdroższe w mieście apartamenty – i to bogactwo, naturalnie przekładające się na estetykę, bardzo widać. Moje ulubione londyńskie wieżowce to oczywiście największy budynek Europy Zachodniej, The Shard, znajdujący się w sercu City korniszon 30St Mary Axe, Walkie Talkie ze Sky Garden i główna siedziba banku Lloyd’s – bo kojarzy mi się ze steampunkiem.

W Londynie nie brakuje oczywiście również imponujących zabytków. Szczerze? Budynek Muzeum Ziemi Naturalnej robi na mnie większe wrażenie, niż same zbiory. (Aczkolwiek wystawa kryształów i minerałów jest naprawdę super!) Uwielbiam monumentalny budynek stacji dworca King’s Cross, przestronny budynek Galerii Narodowej, umiejętnie łączący historię z współczesnością budynek Muzeum Brytyjskiego i oczywiście budynek parlamanetu. Słowem: jest na co popatrzeć.

The Shard – najwyższy budynek Europy Zachodniej
Nowoczesna architektura w samym centrum robi wrażenie…

5. Cały czas coś się dzieje

„Jeśli człowiek jest zmęczony Londynem, jest zmęczony życiem; bo Londyn ma wszystko, co życie może zaoferować” – nie do końca zgadzam się z tymi słowami pisarza angielskiego, Samuela Johnsona. No bo hej, gdzie w Londynie znajdziesz góry? Johnson miał jednak sporo racji. W Londynie nie sposób się nudzić.

Każdego dnia organizowanych jest tu setki eventów. Koncerty, wystawy malarskie, wystawy muzealne, przedstawienia teatralne, warsztaty artystyczne, spotkania sportowe, wykłady, spotkania networkingowe i wiele, wiele innych. Spora część eventów jest darmowa – jak na przykład wstęp do muzeów (poza specjalnymi, czasowymi wystawami). Latem w każdy weekend odbywają się różnego rodzaju festiwale muzyczne i pikniki rodzinne. Do tego otwarte do wczesnoporannych godzin, lub wręcz otwarte non-stop puby, bary, restauracje.

Jakiegokolwiek hobby byś nie miał – wiedz, że w Londynie z pewnością znajdziesz ludzi z podobnymi zainteresowaniami i miejsca, które pomogą Wam tą Waszą pasję rozwijać. Nawet jeśli jest to tak nietypowa, wydawałoby się, na miasto zajawka jak snowboard – bo wtedy zapraszam do The Snow Centre. I to jest super, że można w jednym mieście spróbować tak wielu różnych rzeczy.

Londyn za dnia…
…I Londyn by night!

Moje generalne przemyślenia: Jestem szczęśliwa, że przez trzy lata mogłam mieszkać w wielkiej metropolii. Wydaje mi się, że Londyn to idealne miasto, aby pomieszkać tu przez jakiś czas – szczególnie, gdy jesteś młody (bardzo dużo różnego rodzaju aktywności, ogrom różnego rodzaju rozrywek) albo gdy jesteś skupiony na karierze ( bo międzynarodowe korporacje, banki, giełdy i firmy które na rynku są grubymi rybami mają swoje siedziby właśnie tutaj). Niestety, Londyn nie jest też pozbawiony wad (o czym piszę tutaj) które sprawiają, że nie wyobrażam sobie siebie mieszkającej tu na stałe. Nigdy nie mów nigdy – może kiedyś jeszcze wrócę do stolicy UK – jednak świat jest na tyle wielki i piękny, że teraz chcę poszukać innych, fascynujących miejsc do zamieszkania!

Spacer wzdłuż Tamizy!
Holy TravelRocks! Podobał Ci się dzisiejszy wpis? Powiedz to światu! Kliknij „Like” i podziel się z innymi: