Dwunasta przygoda. Gorące źródła, błotniste bajorka, bulgoczące kratery. Taupo!

Taupo. Kolejne miejsce w Nowej Zelandii, które spodobało nam się tak bardzo, że zostaliśmy w nim dłużej, niż planowaliśmy. I zostalibyśmy pewnie jeszcze dłużej, gdyby nie zakupione już bilety na lot z Auckland do Kuala Lumpur. Małe (ok. 24 000 mieszkańców), spokojne miasteczko położone jest nad ogromnym jeziorem, a największą jego atrakcją są gorące źródła.

 

Z Wellington do Taupo dotarliśmy autobusem. Było nudniej i dłużej niż autostopem, ale pewniej. Podróż zajęła pół dnia, do Taupo dotarliśmy po zmroku i w deszczu. Na szczęście wybrany przez nas hostel okazał się być naprawdę świetny. (Miła odmiana po Wellington). Nasz pokój był przytulny (choć nie spodobał mi się zawieszony w nim obraz przedstawiający panoramę Londynu; obróciłam go do góry dołem) w kuchni można było pichcić i pół dnia bo było tam praktycznie wszystko co potrzeba, a właściciel miał psa border collie, którą wyprowadzałam na spacery.

W Tupo można skoczyć na bungee.  Ja na tę aktywność wogóle nie mam zajarki – chyba za dużo już się naspadałam podczas wspinaczki sportowej 😉

Pierwszy dzień poświęciliśmy na leniwy spacer wzdłuż jeziora. Niestety pogoda wciąż nie dopisywała. Było tak wietrznie, że niemal głowę urywało. Drugiego dnia pogoda była już lepsza. Niestety! Odnowiła mi się infekcja nabyta w Wietnamie. Zamiast pławić się w gorących źródełkach, spędziłam dzień zwiedzając przychodnię medyczną. Doświadczenie ze służbą zdrowia w Nowej Zelandii było jak najbardziej pozytywne. Wszyscy zaczynając od pań recepcjonistek, po lekarza, przez farmaceutki, byli bardzo pomocni i mili.

Jezioro Taupo

Ale przecież nie przyjechałam do Taupo tylko po to, aby zwiedzać przychodnię! Następnego dnia wybraliśmy się na wyprawę do Craters of the Moon. Jest to park geotermalny o powierzchni 36 ha. Znajdują się tu bulgoczące, błotniste bajorka, hydrotermalne kratery erupcyjne i fumarole. Przez fumarole wydostają się z ziemi gazy, np. dwutlenek siarki i para wodna. Śmierdzą więc jak zgniłe jajko 🙂

Fascynujące Craters of the Moon 🙂

Do Craters of the Moon z Taupo jest dobre kilka kilometrów (gdy dotarliśmy na miejsce, pani sprzedająca bilety była zdziwiona, że dotarliśmy tam pieszo) a po drodze odwiedziliśmy jeszcze wodospad Huka. Nie dziwi mnie jego popularność. Woda ma tu magicznie turkusowy kolor i spada kaskadami z niebotyczną siłą. Jej huk słychać na kilkaset metrów.

W samym Craters of the Moon spotkaliśmy mniej turystów, niż przy wodospadzie Huka. Całość wygląda niczym Jurasic Park: bardzo prehistorycznie. Największe wrażenie zrobiły na mnie wypełnione bulgoczącym błotkiem kratery. Kratery są ogrodzone, fumarole – nie. Ale nie można podchodzić do nich zbyt blisko, ponieważ nie dość że śmierdzą naprawdę nieprzyjemnie, to łatwo o poparzenie.

Widok niczym z ery jurajskiej! 😀

Wokół Taupo znajduje się również wiele miejscówek z gorącymi źródłami. Większość z nich jest darmowa. My jednak zdecydowaliśmy się odwiedzić kompleks Taupo De Bretts Hot Springs. Na naszej ulubionej stronce BookMe (gdzie znaleźliśmy m.in. ofertę na niezapomniany rejs po Milford Sound :p) znaleźliśmy bowiem dobrą promocję na bilety. Poszliśmy tam późnym wieczorem i było naprawdę fajnie. Powietrze było zimne (w końcu w Nowej Zelandii środek czerwca to poważna jesień :)) a woda przyjemnie cieplutka.

Myślę, że gdyby nie w Hawea, kupiłabym dom w Taupo (gdyby teoretycznie kiedykolwiek byłoby mnie na niego stać:)) Miasteczko ma wszystko, co wydaje mi się najważniejsze w codziennym życiu: bliskość przyrody (w tym gór), przestrzeń, spokój, ścieżki piesze i rowerowe, studio jogi, dobrą przychodnię lekarską i wielki market Pack’n’Save 🙂 A przynajmniej pierwsze trzy spośród tych zalet, w moim odczuciu najważniejszych, nie posiada Auckland.

Ach, Auckland! Jedyna miejscowość w Nowej Zelandii, któa wybitnie nie podchodzi pod mój gust. Dlaczego? O tym już w następnym wpisie 🙂

Wszystkie fotografie z dzisiejszego wpisu są autorstwa Mikaela. Blog Mikaela, gdzie znajdziesz więcej pięknych podróżniczych fotografii: www.lostonpurpo.se

Holy TravelRocks! Podobał Ci się dzisiejszy wpis? Powiedz to światu! Kliknij „Like” i podziel się z innymi: