Nong Khiaw – najpiękniejsza miejscowość w całym Laosie! (Dużo zdjęć!:)

Jeśli zadajesz sobie pytanie „Gdzie warto pojechać, będąc w Laosie?” – weź mapę tego kraju, czerwony mazak i wielkim krzyżykiem – niczym ukryty skarb – oznacz położone na północy niewielkie miasteczko Nong Khiaw!

 

Zwiedzając Laos, tak jak pisałam w poprzednim wpisie, prędzej czy później i tak trafisz do Luang Prabang. (I skończysz, tak jak setki innych backpackerów każdego dnia, opychając się obłędnie pysznym jedzeniem na Nocnym Markcie i wracając chwiejnym krokiem z Utopii :)) Ale wystarczy tylko 40 000 kip (16 zł) i jakieś 4 godziny jazdy autobusem, aby znaleźć się w miejscu wciąż mało popularnym wśród turystów. Miejscu, do którego docierają przede wszystkim miłośnicy natury i sportów outdoorowych. Miejscu spokojnym, uroczym i przepełnionym pozytywną energią. Nong Khiaw!

Dokładnie tak wyobrażałam sobie Laos, zanim odwiedziłam ten kraj…

Miejscowość położona jest wśród pokrytych gęstą zielenią gór. Codziennie o świcie u ich podnóża zbiera się mleczna, nieprzenikniona i chłodna mgła. Otula całą miejscowość oraz płynącą obok leniwie szeroką rzekę, po czym wraz ze słońcem unosi się coraz wyżej i wyżej. Podziwianie tego zjawiska z jednego z dwóch wysoko położonych punktów widokowych to prawdopodobnie najbardziej magiczna rzecz, jaką można zrobić w Laosie.

Oprócz punktów widokowych, warto odwiedzić przepiękne wodospady i jasknie, w którym Laotańczycy żyli podczas bombardowań. (W okolicy wciąż zalega mnóstwo niewybuchów, więc pod żadnym pozorem nie wolno schodzić z wyznaczonych ścieżek). Można urządzić sobie jednodniową wycieczkę łodzią lub kajakiem do położonej kilkanaście kilometrów na północ wioski Muang Ngoi. Można wynająć rower górski – albo po prostu urządzić sobie tak jak ja, 20-kilometrowy spacer wśród gór, łąk i soczyście zielonych upraw.

Nong Khiaw obecnie posiada już na tyle rozwiniętą bazę turystyczną, że podróżnicy z niczym nie powinni mieć tu większych problemów. Jest tu całkiem spora baza noclegowa, kilkanaście restauracji, bankomat, sklepiki w których można wymienić pięniądze i apteka. Nie ma również problemu z dostępem do internetu. Równocześnie po ulicach beztrosko biegają kurczaki, kozy i dzieci, a tuż po zmierzchu życie miasteczka całkowicie zamiera (i robi się kompletnie ciemno – bo nie ma latarnii).

W Nong Khiaw są dwa punkty widokowe: starszy, który oferuje fenomenalny widok na okolicę w 360 stopniach, oraz nowy, z dwoma wieżyczkami, z których jedna jest położona naprawdę, naprawdę wysoko. Nie umiem wybrać lepszego, zresztą, jedyną słuszną opcją jest odwiedzenie obydwóch. (Może wskażę jedynie, że wspinaczka do starszego punktu widokowego jest mniej wymagająca, tzn. z pewnością nie trzeba używać w niej rąk). Wstęp do obydwóch kosztuje 20 000 kip. I będą to najlepiej zainwestowane kipy w całym Laosie.

Jako pierwszy odwiedziłam nowy punkt widokowy.
„(…)Mam brudne buty, moje buty noszą ślady życia. Omijam skróty, idę dopóty mi starczy życia. Są nie do zdarcia, choć plamy są już nie do zmycia. Wciąż obiecują wiele!” /Bisz/
Widok z wyższej wieżyczki na niższą.

Wymęczona, ale przeszczęśliwa <3

Wyżej już nie dało rady 🙂
Niższa wieżyczka
I odwrotnie – widok z niższej wieżyczki na wyższą! 🙂

Następnego dnia z samego rana odwiedziłam starszy punkt widokowy!

Żadne z poniższych zdjęć nie zostało w jakikolwiek sposób obrobione w Photoshopie, nie ma nałożonych filtrów i tym podobnych. Przedstawiają, tak po prostu, piękno naszego świata.

Jeszcze u podnóża…
…i dwie godziny później 🙂

Moja ulubiona fotografia samej siebie z Laosu 🙂 Jak wrócę, to ją sobie wydrukuję i postawię przy biurku aby pamiętać, by przy nim za długo nie siedzieć 🙂

…I szczerze mówiąc, myślałam, że Nong Khiaw nic już nie może pobić. Że po prostu nie może być już piękniej i bliżej natury. Ale potem przepłynęłam do Muang Ngoi. Ta maleńka wioseczka, do której jeszcze do 2013 roku można było dopłynąć jedynie łodzią, okazała się być niemal równie piękna, co Nong Khiaw. Ale miała jeszcze coś, co sprawiło, że to ją nazywać będę moim miejscem w Laosie. 

Jak wygląda Muang Ngoi? Dlaczego będąc tam, jadłam tylko raz dziennie? I czemu pokochałam ją jak żadne inne laotańskie miejsce? 🙂 O tym przeczytasz TUTAJ 🙂

Polub mój Facebook Page, aby być na bieżąco! 🙂

Holy TravelRocks! Podobał Ci się dzisiejszy wpis? Powiedz to światu! Kliknij „Like” i podziel się z innymi: