Zwiedzasz Laos? Prędzej czy później i tak tu trafisz: Luang Prabang!

Dlatego najlepiej od razu wiedzieć, co ciekawego można tu robić. W tej kwestii, czuję się ekspertką, ponieważ spędziłam tu aż dziesięć dni 😉 – a to zdecydowanie więcej, niż przeciętny turysta. Dlaczego tak dużo? Powód był jeden i bardzo poważny. Zimowe igrzyska olimpijskie i konkursy skoków narciarskich, które musiałam obejrzeć.

 

Z tym obejrzeniem to zresztą nie do końca mi wyszło. Laos to jednak nie Tajlandia i internet wciąż jest tu często bardzo słaby. Pech chciał, że sygnał postanowił zelżeć akurat podczas konkursu drużynowego konkursu. No i tyle go widziałam, co wczytywania reklam. Na szczęście konkurs indywidualny na dużej skoczni obejrzałam już bez większych przeszkód. Jedzac deserki z mleka kokosowego i ciasto z awokado :)

O skokach byłoby na tyle, czas opowiedzieć coś o Luang Prabang. Jest to jedno z najczęściej odwiedzanych przez turystów miast w Laosie. Stanowi znakomitą bazę wypadową zarówno na południe – do Vang Vieng i Vientiane, stolicy Laosu, jak i położonych na północ wioseczek, m.in. Nong Khiaw i Muang Ngoi. Do Luang Prabang więc najzwyczajniej każdemu jest po drodze.

Gdzie się zatrzymać?

Z tym nie będzie najmniejszego problemu (o ile nie rozpoczyna się chiński Nowy Rok, gdy ceny kilkukrotnie skaczą w górę, a wszystkie miejsca i tak sprzedają się jak świeże kanapeczki na Nocnym Markecie o czym pisałam TUTAJ). W Luang Prabang znajduje się spora baza noclegowa i każdy znajdzie coś dla siebie.

Ja nocowałam w położonym jakieś 20 minut spacerkiem od centrum Sabai Sabai Hostel (co znaczy Chill Chill! :)) i muszę powiedzieć że był to hostel naprawdę w porządku: czysty, spokojny i ze smacznymi śniadaniami. Był też basen, ale z tym basenem to wiąże się niezbyt miła przygoda.

Mianowicie opalałam się przy nim, dokładnie dwie godziny, słuchając muzyczki – w godz. od 11:00 do 13:00. To był największy błąd w całej dotychczasowej podróży. Po dwóch godzinach strasznie rozbolała mnie głowa, na przemian było mi bardzo goraco albo przeraźliwie zimno, nie mogłam przełknąć ani kęsa, a dwa kolejne dni spędziłam w łóżku. Uważajcie na siebie przy opalaniu, nawet jeśli wydaje Wam się, że słońce nie jest mocne a wy wcale nie leżycie na nim długo… 🙁

No! Z takimi widokami za oknem od razu milej brać poranny prysznic! 🙂
Co warto zobaczyć?
Kuang Si Waterfalls

Jeśli na zwiedzanie Luang Prabang nie macie wiele czasu, to jest właśnie ta atrakcja, z której zrezygnować po prostu zabraniam. Mój absolutny numer jeden. Najpiękniejsza rzecz w okolicach Luang Prabang. Dzika zieleń, turkusowa woda, relaksujący szum błyszczących w promieniach słońca kaskad. Wodospady Kuang Si!

Wodospady znajdują się jakieś dwadzieścia kilometrów za Luang Prabang. Można do nich dojechać wynajętym skuterem lub dzielonym tuk-tukiem. Obie opcje są przyjemne i cenowo znośne. Jest jeszcze jedna opcja, której całkowicie nie polecam. I którą oczywiście wybrałam. Rower górski.

O perypetiach z tym związanych opowiadam w TYM wpisie (poświęconym wyłącznie wodospadom). Teraz tylko nadmienię, że wraz ze znajomym z Kanady, Dylanem, postanowiliśmy wynająć rowery górskie i pojeździć po okolicy. Po zrobieniu jakichś 17 km po parku narodowym (łącznie z dźwiganiem owych rowerów po wijących się, leśnych ścieżkach idacych ostro pod górkę – już tam myślałam, że umrę) postanowiliśmy ruszyć na wodospady. To nic, że Maps Me pokazywało, że mamy do nich 30 km… Przecież co, my nie damy rady???

No i o mały włos nie daliśmy. 🙂 Okazało się, ze droga do wodospadów to jedna wielka jazda pod górkę. Po jakimś szesnastym kilometrze ledwo zipałam. Po dwudziestym na usta cisnęły mi się same przekleństwa. Po dwudziestym trzecim nogi definitywnie odmawiały posłuszeństwa. Jedynie wyobrażenie orzeźwiajacej kąpieli w kaskadzie wodospadu sprawiło, że nie położyłam się na ziemi i nie zostałam tam już na zawsze :). A kiedy o godzinie szesnastej musieliśmy zbierać się do jazdy powrotnej, to się niemal popłakałam. (Na szczęście droga powrotna była przyjemniejsza, bo wciąż z górki).

Zachód słońca z Mount Phousi

Czyli najwyższego wzniesienia w mieście. Naprawdę warto pokonać te kilkaset schodków! Oprócz punktu widokowego z wspaniałą panoramą całej okolicy, na wzgórzu znajduje się buddyjska świątynia. Wstęp kosztuje 20 000 kip (bogatsze info o cenach wraz z przelicznikiem na końcu artykułu 🙂 Zachód słońca był o 17:50. Na miejsce przyszliśmy ok. godz. 17:00, a już koczowały tam dzikie tłumy uzbrojone w aparaty, smartfony i kamery. Ale nie z nami te numery!

Przecisnęliśmy się przez ten tłumek, przeskoczyliśmy barierki i wdrapaliśmy na skały. (Wystarczą naprawdę, podstawowe umiejętności wspinaczkowe). Dzięki temu mieliśmy wygodną miejscówkę siedzącą i najlepszy widok ze wszystkich!

Spacer do wiosek położonych na drugim brzegu Mekongu

Niech umrze smażąc się w piekle ten, kto napisał w internecie, że droga łącząca pętlą wioseczki na drugim brzegu Mekongu ma 24 km. Sprawdziłam na własnych nogach. Z pomocą Endomondo. Ma dokładnie 31 km!!!

Nikogo nie zachęcam do takich dystansów (sama ledwo zipałam) ale warto wybrać się choćby do tych najbliższych wioseczek, pospacerować i zobaczyć, jak bardzo odmiennie żyją ludzie zaledwie kilka kilometrów od miasta.

Na Mekongu nie ma mostu – jedyna opcja, to przeprawa łodzią. Koszt w jedną stronę: 5 000 kip. Więcej o moim niecodziennym spacerze wraz z bogatą dokumentacją fotograficzną – w TYM wpisie!

Nocny Market

Po porządnym, na przykład 34 km spacerze, należy się porządny posiłek. A gdzie takowy dostać? Na Nocnym Markecie. Przez pięć dni z rzędu przychodziłam tam dla wegetariańskiego bufetu. Polega on na tym, że płaci się 15 000 kip i dostaje miskę (sporą!) do której można nałożyć cokolwiek się chce z bufetu. Wybór ogromny i nigdy się nie zdarzyło, bym odeszła z niepełnym brzuchem.

Poza tym na Nocnym Markecie w Luang Prabang można kupić wszystko to co w innych azjatyckich miastach, a więc świeże owoce, podejrzane mięsa, naleśniki, smażony makaron, koktajle owocowe i wiele, wiele innych.

Utopia

Najpopularniejsza miejscówka na imprezy w mieście. Duże Lao Beer kosztuje tam 12 000 kip, a pić je można między innymi siedząc przy ognisku albo na leżaku z widokiem na rzekę. Klimat jest cóż, z pewnością niezapomniany. Wybrałam się tam na imprezę walentynkową i zostałam do samego końca – czyli do 23:30. O tej godzinie lokal jest, ze względu na obowiązujące prawo, bezwzględnie zamykany. A impreza przenosi się do alejki z bowlingiem.

Chociaż akurat ja z Dylanem poszliśmy oglądać panoramę miasta nocą z Mount Phousi. Nie dość, że kasy są zamknięte i wchodzi się zupełnie za darmo, to widok delikatnie rozświetlonego Luang Prabang jest naprawdę uroczy. No i można spotkać różnych ciekawych, a w przeciwieństwie do alejki bowlingowej wciąż w miarę trzeźwych, ludzi 😛

Takie oto właśnie, pełne słońca, potu i łez, miałam przygody w Luang Prabang 🙂 A już jutro w kolejnym wpisie, opowiem więcej o fantastycznych wodospadach Kuang Si! Polajkuj mój Facebook Page (wrzucam tam linki do postów, ale nie tylko :)) i bądź na bieżąco! 🙂

Przydatne info:
  • wynajęcie skutera na jeden dzień: 120 000 – 130 000 kip (48 – 52 zł)
  • wynajęcie dobrego roweru górskiego (tak dobrego, że po drodze niejednokrotnie błogosławiłam i temu kto go stworzył, i temu co wynajął za tak dobrą cenę :P) : 50 000 kip (20 zł)
  • dojazd do Kuang Si Waterfall dzielonym tuk-tukiem wraz z powrotem (na miejscu ma się 3 godziny, kierowca w tym czasie na was czeka): w zależności od agencji, 40 000 – 70 000 kip (17- 28 zł)
  • wstęp do Kuang Si Waterfall: 20 000 kip (8 zł)
  • wstęp na Mount Phousi: 20 000 kip (8 zł)
  • przejazd łódka na drugą stronę Mekongu: 5 000 kip (2 zł)
  • kanapka „na bogato” 😛 np. z warzywami, awokado i sosem chilli, albo masłem orzechowym i bananami z Nocnego Marketu: 10 000 kip (4 zł)
  • uczta w bufecie wegetariańskim na Nocnym Markecie: 15 000 kip (6 zł)
  • koktajl owocowy z Nocnego Marketu: 10 000 – 15 000 kip (4 – 6 zł)
  • duże Lao Beer (najpopularniejsze piwo): 10 000 – 12 000 kip (4 – 5 zł)
  • godzinny masaż nóg: 50 000 kip (20 zł)
  • duża butelka wody źródlanej niegazowanej: 5 000 kip ( 2 zł)

 

Holy TravelRocks! Podobał Ci się dzisiejszy wpis? Powiedz to światu! Kliknij „Like” i podziel się z innymi: