Moja ulubiona azjatycka metropolia. Błotniste Ujście, czyli Kuala Lumpur!

 
Choć powiedzmy wprost, konkurencja w postaci Bangkoku, Hanoi, Ho Chi Minh City czy Phnom Penh wcale nie jest mocna… 🙂 Może Singapur miał początkowo jakąś szansę – ale jednak to Kuala Lumpur z miejsca stało się moją ulubioną azjatycką metropolią!

 

W stolicy Malezji byłam dwa razy. Pierwszy raz przed wylotem do Melbourne, drugi – po przylocie z Auckland. Łącznie spędziłam w tym mieście tydzień. Kuala Lumpur od razu urzekło mnie tym, czym cała Malezja: różnorodnością i niesamowitymnwyluzowaniem.

Kuala Lumpur, czyli błotniste ujście: Kuala po malajsku to miejsce, w którym łączą się rzeki lub estuarium, natomiast Lumpur to błoto. W tym miejscu muszę dodać że lubię malajski a w szczególności właśnie nazwy własne miast i wsi (Tanah Rata! Teluk Bahang! Terengganu!) oraz zapożyczenia z języka angielskiego (Tiket! Farmasi! Restoran! :))

Błotniste Ujście to stolica wielu kultur i religii. Obok siebie mieszkają Malezyjczycy, Chińczycy i Hindusi. Większość mieszkańców wyznaje islam, niewielu mniej – buddyzm, jest tu też wielu wyznawców hinduizmu i chrześcijaństwa. Wszystko to widać nie tylko po różnorodnych budynkach sakralnych; widać to też po całych dzielnicach. Niektóre z nich zamieszkuje głównie społeczność chińskiego pochodzenia, inne – np. hinduskiego. Jest bardzo różnorodnie, a przez to, niewątpliwie ciekawie.

Ulice Kuala Lumpur były dla mnie ogromnie miłą odmianą od ulic innych azjatyckich metropolii (poza Singapurem, ale Singapur to miasto przyszłości i więcej nie zamierzam już o nim pisać, tym bardziej że dla Kuala Lumpur jest to wzór i rywal w jednym :)) Ulice są szerokie a ruch pojazdów mniej natężony – przede wszystkim dlatego, że nie ma tu tylu skuterów co np. w Phnom Penh! A nawet można przez te ulice przejść bez wrażenia, że zaraz zostanie się przez owe skutery potrąconym – uczucie doskonale mi znane z Hanoi i Ho Chi Minh City.

Co prawda do ideału wciąż daleko – Kuala Lumpur zdecydowanie nie nazwałabym miastem przyjaznym pieszym. Zbyt wiele razy, gdy tradycyjnie wybrałam się na długi, kilkunastokilometrowy spacer zapoznawczy po mieście, nie dowierzałam oczom gdy w pewnym momencie chodnik po prostu kończył się ślepą uliczką albo wysokim na pół metra krawężnikiem :)

Do Kuala Lumpur powinien przyjechać każdy, kto lubi… jeść! 🙂 Z moim jedzeniem w Azji Południowo-Wschodniej różnie bywało, przede wszystkim chyba dlatego, że jestem wegetarianką, czasem dość wybredną. W Tajlandii zawsze znalazłam coś dla siebie, w Wietnamie z kolei płakałam nad talerzem. Natomiast w Malezji poczułam się jak w raju. Jedzenie tutaj jest wręcz obłędne! Przepyszne, tanie i bardzo różnorodne. W Kuala Lumpur na przykład każdego dnia chodziłam do hinduskich restauracji z bufetem, gdzie można nakładać różnych dań po trochu, a także zamawiać najwspanialszą potrawę, jaką Azja kiedykolwiek stworzyła: roti canai (znane też jako roti prata). Jest to rodzaj płaskiego chleba jedzonego z dal lub innym rodzajem curry. Niebo w gębie.

Przez całe półtora miesiąca spędzone w Malezji, gdziekolwiek nie pojechałam, szłam na roti canai. Były tygodnie, gdy jadłam je codziennie. Każdej z odwiedzonych restauracji przyznawałam gwiazdki. Najwięcej gwiazdek dostała niepozorna kantyna na dworcu w Malacca – totalne 6/6, najgorszą zaś notę restauracja na Perenthian Island – marne 2.5/6.

Dobra cena dla jednej sztuki roti canai to od 1 ringgita do 1.50 – czyli ok. od 90 groszy do 1.30 zł. Jedzenie w Malezji nie dość, że obłędne, jest również bardzo tanie! Natomiast jeśli chodzi o drinki, to na te z alkoholem możemy wydać całkiem sporo – mała puszka piwa kosztowała od 5 (na plażach Perenthian Islands) do 10 ringgitów (na plaży Kapas Island), w markecie w Batu Ferringhi zaś średnio 7 ringgitów, czyli ok. 6.30 zł.

Roti canai take away! 🙂

Do tematu jedzenia z pewnością powrócę przy kolejnych postach z Malezji. Pora powiedzieć kilka słów o tym, co w Kuala Lumpur warto zobaczyć! Dla mnie w Kuala Lumpur najpiękniejsze były, jak to zwykle w moim przypadku, miejsca pełne zieleni. Odwiedziłam położony przy słynnych Petronas Tower KLCC Park, malutki KL Forest Eco Park, rozległe Perdana Botanical Gardens oraz niepozorny na pierwszy rzut oka park z jeziorem Tasik Titiwangsa, z którego roztacza się piękny widok na panoramę centrum Kuala Lumpur. Uwaga: Wstęp do wszystkich tych miejsc jest bezpłatny.

Petronas Twin Tower w latach 1998 – 2004 były najwyższym budynkiem świata. Do dziś pozostają najwyższym budynkiem typu „bliźniacze wieże”. Muszę przyznać, że wywarły na mnie piorunujące wrażenie. Odwiedziłam je trzy razy, z czego raz o zmierzchu – i muszę przyznać, że to właśnie wtedy, z delikatnym oświetleniem, wyglądają najpiękniej.

U dołu Petronas Tower znajduje się galeria Suria KLCC. Swoje butiki i sklepy ma tam wiele bajecznie drogich i luksusowych marek. Choć podczas pierwszej wizyty kupiłam w Surii parę kosmetyków, bransoletek i nowy portfel (ale z tych tańszych półek) to i tak najbardziej zainteresował mnie supermarket na najniższym piętrze. Był to jedyny sklep w którym mogłam porządnie zaszaleć 🙂 Podczas ostatniej wizyty kupiliśmy z Mikaelem pełno puszek z napojami, butelki z mrożoną herbatą o dziwnym posmaku oraz jackfruita i tak obładowani poszliśmy to wszystko zjeść na ławce w KLCC Park.

KLCC Park to miejsce zielone i bardzo relaksujące. Byliśmy tam o zachodzie słońca, siedząc na ławce, żując żelkowego jackfruita, obserwując kąpiące się przy kaskadach fontanny dzieci i pozujących do zdjęć Petronas Tower w tle turystów. 

Drugim najbardziej znanym budynkiem Kuala Lumpur jest Kuala Lumpur Tower, znajdująca się w KL Forest Eco Park. Niestety z tego powodu, że w Nowej Zelandii straciłam swój telefon, a nowy kupiłam dopiero na wyspie Pengang, nie mam zdjęć ani wieży, ani parku. Polecam jednak to miejsce ponieważ jest to fascynujący kawałek prawidziwego lasu deszczowego w sercu miasta.

Mając w Kuala Lumpur odrobinkę czasu, zdecydowanie warto odwiedzić również Ogrody Botaniczne Perdana. Niestety i z tego miejsca nie mam żadnych zdjęć 🙁 Wielka szkoda, gdyż teren ogrodów jest bardzo rozległy i pełen atrakcji, można zobaczyć np. park z jeleniami i ogród z orchideeami.

Poza tym z Ogrodów Botanicznych, idąc od południowej strony jeziora, blisko do Muzeum Narodowego Malezji oraz ogromnej galerii handlowej KL Sentral. Z obu tych atrakcji wybraliśmy galerię 🙂 Gdyż upał był niemiłosierny i potrzebowaliśmy kupić coś do picia aby się ochłodzić. W tym miejscu dodam, że w KL Sentral znajduje się również dworzec autobusowy, na którym kończą trasę autobusy mknące z lotniska. I o ile sama trasa do centrum z położonego kawałek za miastem (ok. 1 godz. drogi) lotniska jest przyjemna (a bilety bardzo tanie) to wydostanie się z podziemnego dworca i galerii KL Sentral na światło dzienne, może stanowić nie lada wyzwanie! Ja podjęłam je dwa razy i dwa razy totalnie oblałam, gubiąc się w labiryncie ruchomych schodów, pięter i koryatrzy. Tak tragicznie słabo oznakowanego centrum nie widziałam jeszcze nigdzie!

Ostatni polecany przeze mnie park to ten położony nad jeziorem Tasik Titiwangsa. Sam w sobie park nie jest może tak piękny jak np. Ogrody Botaniczne, jednak wyróżnia go świetny widok na panoramę centrum Kuala Lumpur.

Po kilku dniach spędzonych naprzemiennie na spacerowaniu, kryciu się przed upałem w galeriach handlowych oraz jedzeniu obłędnie pysznych dań z indyjskich restauracji, byliśmy gotowi ruszyć dalej.

Udaliśmy się do Cameron Highlands – przepięknego obszaru Malezji słynącego z pół herbacianych i upraw truskawek, miejsca ukochanego przez Malezyjczyków również dzięki panującym tam temperaturom, niższym niż w pozostałych częściach półwyspu. W Cameron Highlands, w miejscowości Brinchang, spędziliśmy kilka przyjemnie orzeźwiających dni.

Ponieważ jednak nie mam z Cameron Highlands żadnych zdjęć, pominę opisywanie wspomnień stamtąd i zabiorę Was od razu na piękną wyspę Pengang – gdzie na opiekowaniu się kotami w kocim sanktuarium i podziwaniu wyjątkowej architektury George Town, drugiego, największego pod względem populacji miasta Malezji, spędziłam cały miesiąc! 🙂

Holy TravelRocks! Podobał Ci się dzisiejszy wpis? Powiedz to światu! Kliknij „Like” i podziel się z innymi: