Gdzie są posty z Wietnamu, Kambodży, Malezji, Australii i Nowej Zelandii? :)

Fot. Mikael
Ostatni post opublikowałam blisko miesiąc temu. Skąd ta przerwa? Czy w podróży nie mam czasu na pisanie? Czy siedziałam zamknięta w celi w buddyjskim klasztorze? A może stwierdziłam, że za bardzo tęsknię za polskim jedzeniem i wróciłam do domu? Nic z tych rzeczy. Nadal podróżuję i mam się lepiej niż kiedykolwiek wcześniej 🙂

 

Czego niestety nie mogę powiedzieć o swoim telefonie 🙂 Rok temu, przed podróżą do Indii, kupiłam jeden z najnowszych, najlepszych – a co za tym idzie niestety też najdroższych – telefonów na rynku. Specjalnie z myślą o tym, aby móc robić niesamowite zdjęcia podczas swoich podróży. No i robiłam. Jak na przykład, o te:

Przepiękna wyspa Koh Rong Sanloem! 🙂

Niestety, do czasu. A dokładniej do niesamowicie pięknego dnia, który spędzaliśmy w Parku Narodowym Fiordland na południowej wyspie Nowej Zelandii. Ledwo co zrobiłam zdjęcia kei – jedynemu na świecie (!) gatunkowi papugi żyjącego wysoko w górach – gdy telefon się wyłączył i umarł. Tak na amen. I to bez wyraźnego powodu. Jest obecnie bezużyteczną cegłą. Niezły psikus!

Tymczasowo więc – dopóki nie wrócę do Europy – muszę pożegnać się z dobrym telefonem i dobrymi zdjęciami, bo tylko w Europie mogę wymienić telefon na działający w ramach gwarancji. Gdy dotrę na północną wyspę Nowej Zelandii, pokuszę się prawdopodobnie o kupienie jakiegoś smartfona Made in China albo z drugiej ręki. Niestety ponieważ nie robiłam regularnie backup’u wygląda na to, że straciłam zdjęcia z południowego Wietnamu, Kambodży, Malezji i Nowej Zelandii. A tyle się tam działo!

Kuala Lumpur – moja ulubiona azjatycka metropolia!

1. Odbyłam 26-godzinną podróż pociągiem z Hanoi do Nha Thrang 🙂 Dzieląc przedział z wietnamską rodzinką, która co prawda nie mówiła ani słowa po angielsku, ale wpakowała we mnie połowę swojego domowego prowiantu na drogę.

2. Odwiedziłam Dalat i Ho Chi Minh City. O ile północny Wietnam, a szczególnie Ha Giang, jest jednym z najpiękniejszych miejsc które odwiedziłam podczas projektu SE Azja! Stars, południowy Wietnam już mnie tak nie zachwycił.

3. Poleciałam samolotem z Ho Chi Minh City do Phnom Penh. To był jeden z najkrótszych lotów, które odbyłam w swoim życiu. Przysięgam, że trwał niewiele dłużej niż wizyta w toalecie 🙂

4. Spędziłam tydzień w Phnom Penh. Jest to jedyne miejsce z projektu SE Azja! Stars którego szczerze nie lubię. Jedyne, w którym nie czułam się bezpiecznie i jedyne, do którego chciałabym już nigdy nie wrócić. Ale prawdopodobnie wrócę bo…

5. Pojechałam na wyspę Koh Rong Sanloem, gdzie pracowałam w barze na plaży i pływałam w morzu z świecącym planktonem. Było super! Jeśli gdzieś chciałabym wrócić, to właśnie tam! Rajska wyspa, idealna pogoda i wspaniali ludzie – czy można chcieć od życia czegoś więcej? 🙂

6. Objadałam się obłędnie przepysznym jedzonkiem z bufetów curry w Kuala Lumpur – mojej ulubionej azjatyckiej metropolii!

7. Zrobiłam jakieś sto kilometrów w spacerach po Melbourne – australijskim mieście marzeń. To znaczy marzeń generalnie, bo indywidualnie, to ja po Londynie już raczej nie chcę mieszkać w wielkim mieście 🙂

8. Przyleciałam do jednego z najpiękniejszych krajów świata – Nowej Zelandii.

I właśnie rozpoczynamy z Mikaelem drugi miesiąc podróżowania po Nowej Zelandii! 🙂

Odwiedziliśmy Christchurch, Dunedin, Te Anau, Park Narodowy Fiordland – gdzie spędziliśmy wiele dni na górskich szlakach, pokonując m.in. Kepler Track (tu umarł mój telefon), Routeburn Track, Greenstone & Caples Track, Milford Sound, a obecnie przebywamy w Queenstown!

Wszystkie przygody postaram się w najbliższym czasie opisać – choć z powodu umarłego telefonu nie mam wielu pięknych zdjęć, to mam naprawdę wiele pięknych wspomnień!

🙂

Miasto marzeń – Melbourne!
Fot. Mikael
Nowa Zelandia, Routeburn Track/ Fot. Mikael

 

 

Holy TravelRocks! Podobał Ci się dzisiejszy wpis? Powiedz to światu! Kliknij „Like” i podziel się z innymi: