Ayutthaya – historyczna perła Tajlandii zaledwie 80 km od Bangkoku (dużo zdjęć!)

Nie ukrywam, że gdy tylko dotarłam na dworzec kolejowy Hua Lamphong odetchnęłam z ulgą.  Bye bye, Bangkok! Wiesz, wcale nie będę za Tobą tęsknić! Szczerze? Mam nadzieję, że już się nigdy nie zobaczymy!!! – w myślach żegnałam miasto niczym nielubianego wujka po przymusowym rodzinnym zjeździe. Ale kto chciałby siedzieć w Bangkoku, gdy ledwie 80 km dalej znajduje się bajeczna Ayutthaya?

Jedną z niewielu dobrych rzeczy, które jestem w stanie powiedzieć o Bangkoku jest fakt, że bardzo łatwo z niego wyjechać 🙂 Czy to autobusem – np. na Koh Chang, czy pociągiem – do Ayutthayi właśnie. Pociągi do Ayutthayi odjeżdżają z dworca kolejowego Hua Lamphong mniej wiecej co godzinę, a bilet w jedną stronę (3 klasa – niewiele gorsze niż nasze zwyczajne Inter Regio) kosztuje zaledwie 15 bht, czyli 1.60 zł. Za 80 km? Toż to niemal jak za darmo! Podróż trwa ok. 2 godzin. Wiele osób decyduje się na jednodniowe wycieczki, wyjeżdżajac wcześnie rano i wracając do stolicy Tajlandii późnym wieczorem. Ale nie ja. Oj, Bangkok to ja już chciałam mieć definitywnie za sobą! – zarezerwowałam w Ayutthayi trzy noclegi.

Szok i niedowierzanie 😉

Podróż pociągiem minęła przyjemnie: nie było ani wybitnie gorąco, ani tłoczno. Na wypadek gdyby komuś zachciało się jeść lub pić, wzdłuż składów co rusz przechadzały się sprzedawczynie oferujące różne smakołyki i napitki. Muszę jednak przyznać, że gdy na dobre wyjechaliśmy z Bangkoku na tajską prowincję, przeżyłam niemały szok! Zobaczyłam bowiem… bociany.

Co takiego? Bociany w Tajlandii?! A jednak! Kilkadziesiąt bocianów przechadzało się po podmokłych łąkach wyszukując wśród traw smakołyków (biedne, nie mogły liczyć tak jak my na sprzedawczynie z pociągu). Okazało się, że były to co prawda ptaki z rodziny bocianów, ale nie nasze polskie bociany białe, a kleszczaki azjatyckie. Polskie bociany emigrują w większości do Afryki, a tylko jeden z podgatunków do Azji – lecz nie dalej niż do Indii.

Historyczna perła Tajlandii

Ayutthaya to dość rozciągłe miasto, jednak wszystkie najważniejsze z turystycznego punktu widzenia miejsca znajdują się blisko siebie – w centrum, na rzecznej wyspie. Po wyjściu z dworca najlepiej więc od razu udać się na prom, który za skromną opłatą 5 bht (0.53 zł) przewiezie nas na wyspę. Jest też most nad rzeką, ale po pierwsze wcale nie jest on tak blisko dworca jakby się to mogło patrząc na mapę wydawać (szczególnie z ciężkim plecakiem) ani też nie wiem czy bezpiecznie jest z niego będąc pieszym korzystać (żadnych pieszych w każdym razie tam nie widziałam).

Bezpłatną mapkę można otrzymać przy wejściu do świątyń i w hostelach
…To teraz w którą stronę? 🙂
Przeprawa promem.
Centrum miasta, powiem to szczerze, do najpiękniejszych nie należy… Ale park historyczny wszystko wynagradza!

Zameldowałam się w hostelu (Banchan Hostel – polecam! Czyste i spokojne miejsce, gdzie łatwo można spotkać innych plecakowiczów. No i rzut beretem od nocnego marketu) i poszłam zwiedzić ruiny pierwszej świątyni – Wat Chai Wattanaram.

#1 Wat Chai Wattanaram

To było pierwsze tego rodzaju miejsce, które zwiedziłam – a w dodatku zwiedziłam je w towarzystwie zachodzącego słońca. Dlatego całość po prostu musiała zrobić na mnie piorunujące wrażenie.

Jak najlepiej zwiedzać Ayutthayę?

Do rozważenia są cztery opcje: tuk-tukiem, skuterem, rowerem lub pieszo. Ci co już trochę mnie znają, to z pewnością nie bedą zaskoczeni, że wybrałam to ostatnie. Ale! Gdy przyjeżdżacie na jeden dzień, szczególnie większą grupą lub np. z dziećmi, warto zdecydować się na wycieczkę tuk-tukiem. Rower lub skuter warto wybrać gdy zamierzacie odwiedzić również dalsze, położone poza wyspą świątynie. Natomiast gdy w planie macie zobaczyć jedynie najważniejsze świątynie (mam na myśli te położone wyłącznie na wyspie) lub tak jak ja macie sporo czasu, to pieszy spacer w zupełności wystarczy.

Następnego dnia wstałam wcześnie, aby przy Wat Mahathat być tuż po otwarciu – o 8:00. To był dobry ruch, bo gdy około 10:00 opuszczałam ruiny, zaczynało być już tłoczno. Rano natomiast nie miałam dużego towarzystwa.

#2 Wat Mahathat

Jeśli ktoś się zastanawia, czy można wejść do środka – tak, można. Czy polecam? Zdecydowanie nie polecam. W środku mieszkają bowiem nietoperze. Zapaszek, który zostawiają opisałabym co najmniej jako nie do zniesienia. Żeby nie było, że nie ostrzegałam! 🙂

Pojedynczy wstęp do najpopularniejszych ruin kosztuje 50 bht, natomiast bilet łączony do 6 z nich 220 bht. Warto go kupić tylko wtedy, gdy jesteśmy pewni, że odwiedzimy wszystkie 6 świątyń. Ja odwiedziłam 5. (4 z nich znajdują się w historycznym centrum na wyspie, 2 na obrzeżach miasta). Lista świątyń do których (obcokrajowców) obowiązują opłaty za wstęp, znajduje się tutaj.

Po sąsiedzku z Wat Mahathat znajduje się Wat Ratchaburana.

#3 Wat Ratchaburana

Wat Ratchaburana wyróżnia się tym, że można wejść po schodach w dół konstrukcji gdzie znajdują się zabytkowe malowidła. Ale znowu: przez nietoperze i odór ich odchodów oraz totalny zaduch, naprawdę ciężko tam wytrzymać! Bez maski gazowej serio nie polecam 😉 Dla moich Czytelników postanowiłam się jednak poświęcić, wziąć głęboki wdech i zejść. I voila! Poniżej zdjęcie malowideł 🙂

Tak, to te malowidła których lepiej bez maski gazowej nie oglądać 🙂

Na popołudnie zostawiam sobie dwie świątynie znajdujące się poza wyspą – Wat Maheyong oraz Wat Yai Chai Mongkol. Ta ostatnia nie wchodzi w skład biletu łączonego, wstęp do niej jest płatny 20 bht.

#4 Wat Maheyong
Tak sobie myślę, że ten budynek wiele się nie różni od ruin dawnej owczarni w Zamysłowie… 😉

#5 Wat Yai Chai Mongkol

Niestety upał bardzo ostro dał mi się we znaki, dlatego Wat Phra Si Sanphet zostawiłam sobie na kolejny, w miarę rześki, poranek.

#6 Wat Phra Si Sanphet

Tu chyba podobało mi się najmniej – chyba dlatego, że większa część kompleksu była zamknięta z powodu remontu (układano kawałek drogi).

Niestety po mieście kręci się też wiele bezdomnych, wynędzniałych psów… Nie spotkałam się z tym, aby zachowały się agresywnie, ale muszę przyznać, że się ich bałam!

Spacer po Parku Historycznym

Już odbiegajac od tematu świątyń, sam spacer po Parku Historycznym jest bardzo przyjemny. Jest zielono i spokojnie – ach, co za miła odmiana po Bangkoku 🙂 Wczesnym rankiem lub po zachodze słońca Tajowie przychodzą tu pobiegać. Spotkać też można różne ciekawe zwierzęta – m.in. kleszczaki azjatyckie, ale i nie tylko…

A to co za zwierz? 🙂

Night Market

Tuż obok Parku Historycznego znajduje się naprawdę zacny Night Market oferujący duży wybór jedzenia. Każdy znajdzie coś dla siebie. Nawet ktoś bardzo wybredny, jeśli chodzi o azjatyckie żarcie. Jak ja 🙂

Pad-thai: 35 bht (3.70 zł), deserek z mleka kokosowego i sago: 15 bht (1.60 zł), ciasto mango i sticky rice:25 bht (2.70 zł)

Wiele osób odwiedzających Tajlandię zastanawia się, czy odwiedzić Ayutthayę, czy też inną historyczną miejscowość – położone bardziej na północ Sukhotai! Ponieważ odwiedziłam również Sukhotai, w TYM wpisie porównuję obie miejscowości i próbuję dać Wam jakieś wskazówki 🙂 Polub mój fanpage, aby być na bieżąco!

Miziasty kiciak z Bachan Hostel 🙂 Miłego dnia!
Holy TravelRocks! Podobał Ci się dzisiejszy wpis? Powiedz to światu! Kliknij „Like” i podziel się z innymi: