Trzynasta przygoda. Pożegnanie z Nową Zelandią. Auckland!

W Nowej Zelandii byłam półtora miesiąca – od końca kwietnia do połowy czerwca. Zdecydowanie za krótko. Mogłabym spędzić tam kilka miesięcy. Albo lat! Albo i całe życie… O ile tylko nie musiałabym mieszkać w Auckland!

 

Auckland to największe miasto Nowej Zelandii. Po prawdzie nie ma ich tu wiele: na powierzchni niewiele mniejszej niż Polska (Nowa Zelandia: 268 000 km2 – 75 miejsce na świecie, Polska: 312 000 km – 69 miejsce na świecie) żyje blisko osiem razy mniej ludzi (Nowa Zelandia: 4.9 mln mieszkańców, Polska: 38.4 mln mieszkańców).

W Auckland mieszka 1 534 000 ludzi. Następnym miastem jest stolica, Wellington – 412 000, a trzecie Christchurch 396 700.

Jakieś doświadczenie, jeśli chodzi o wielkie miasta, mam: odwiedziłam Kuala Lumpur ( 1 790 000 mieszkańców), Melbourne (5 000 000 mieszkańców), Singapur (5 612 300 mieszkańców), Hanoi (7 587 800 mieszkańców), Bangkok (8 280 925 mieszkańców), Ho Chi Minh City (nawet 13 000 000 mieszkańców, jeśli szacować również ludność niezarejesterowaną). No i przez trzy lata mieszkałam w Londynie (8 825 000 mieszkańców). I powiem tak. Akceptowany przeze mnie rozmiar miasta to ma może Christchurch.

Auckland niestety, jako jedyne miejsce w całej Nowej Zelandii, nie skradło mojego serca. Myślę, że wielu turystów lubi to miasto. Na moją subiektywną opinię złożyło się jednak kilka przyczyn. Po pierwsze, gdy byłam w Auckland nieustannie padał deszcz, a niebo było zasnute gęstymi, szarymi chmurami. Po drugie, ja generalnie nie lubię wielkich miast. Po trzecie, miałam nieprzyjemność gościć w najgorszym hostelu podczas całej mojej wyprawy (Sieć Jucy Snooze. Wybraliśmy go, bo Mikael gościł u nich podczas pobytu w Christchurch i był bardzo zadowolony. Ale hostel w Auckland to całkowita porażka. Opinie na Agodzie nie kłamią! 🙂 Po czwarte, byłam przygnębiona faktem, że opuszczamy Nową Zelandię. Śmiało mogę powiedzieć że te półtora miesiąca było jak dotąd najlepszą przygodą mojego życia.

Centrum Auckland nie różni się wiele od Londynu. Podobna architektura, podobne sklepy, podobni ludzie. Nie odnalazłam tu pięknych ogrodów czy parków, ale po prawdzie pogoda była okropna a ja smutna, więc moje postrzeganie rzeczywistości mogło być nieco zaburzone. Nieco bardziej spodobała mi się dzielnica portowa – ale chyba nie na tyle, by zrobić tam zdjęcia. Późnym wieczorem ostatniego dnia pobytu zorientowaliśmy się, że nie zrobiliśmy w Auckland ani jednego zdjęcia 🙂 (Zdjęcie główne to widok z Wanaki).

Z ciekawostek mogę dodać, że Auckland jest bardzo azjatyckie. Gdy idziesz do Starbucksa i na całą, zatłoczoną kawiarnię jesteś jedyną białą kobietą, zaczynasz się zastanawiać czy to na pewno Nowa Zelandia, czy może nie przypadkiem Bangkok 🙂 Nie dziwi więc zatrzęsienie restauracji z kuchnią azjatycką, koreańskim bbq, japońskimi susharniami i wietnamskimi garkuchniami z zupą pho.

Kea – jedyna na świecie papuga alpejska. Cholernie inteligentna i piękna bestia. Dla mnie jeden z najważniejszych symboli pięknej, nowozelandzkiej przyrody.
Podsumowanie wyprawy do Nowej Zelandii:

1. Jest to jak dotąd mój ulubiony kraj spośród wszystkich odwiedzonych.

2. To, co najbardziej kocham w Nowej Zelandii, to:

a) oszałamiająca przyroda

b) ogromna przestrzeń

c) wszechogarniający spokój

d) niesamowite widoki.

Szczerze mówiąc wątpię czy jakikolwiek jeszcze kraj pokocham tak jak Nową Zelandię. Jest to z perspektywy podróżnika dość smutne doświadczenie 🙂 Ale liczę na Kanadę, Norwegię, Islandię albo Szwecję.

3. Jest to jak dotąd jedyny odwiedzony przeze mnie kraj, do którego mogłabym się bez wahania przeprowadzić. I być może bym to zrobiła, lecz na chwilę obecną ograniczają mnie warunki wizowe (nad tym jednak w dłuższej perspektywie można popracować 🙂

4. Wszystkie miejsca, które odwiedziłam, były ponad wszelkimi moimi oczekiwaniami. (Co do Auckland, jako że to duże miasto, to po prostu nie miałam tu żadnych oczekiwań).

5. Wciąż nie odwiedziłam wielu miejsc, które bym chciała odwiedzić: m.in. Aoraki / Mount Cook National Park i obiecuję sobie, że w ciągu nastęonych 10 lat do Nowej Zelandii powrócę. Na dłużej. I może następnym razem, zamiast autostopem, będę podróżować campervanem 🙂

Nowa Zelandio, dziękuję! 🙂

 

Bohaterowie Władcy Pierścieni – filmu, który był kręcony w Nowej Zelandii – i kolaże, które zrobiłam przygotowując się do wyjazdu. Tyle, że teraz zastąpiłam je zdjęciami wykonanymi przeze mnie i Mikaela… Marzenia się spełniają 🙂

 

Holy TravelRocks! Podobał Ci się dzisiejszy wpis? Powiedz to światu! Kliknij „Like” i podziel się z innymi: