SE Azja Stars: o projekcie

7 państw, 5 miesięcy, 1 plecak. W styczniu 2018 roku wyruszyłam w podróż solo do Azji Południowo-Wschodniej.

W domu, a dokładnie w wielkim kartonowym pudle pomiędzy uprzężą do wspinaczki a ukulele, został słoik po dżemie. Znalazłam go na ulicy, a że nie umiem robić dżemu malinowego, postanowiłam zapełnić go magią – wydało mi się to łatwiejsze, niż szukanie po sklepach świeżych malin w środku listopada. (Przeczytaj tę historię TUTAJ.)

Gdzie znaleźć magię? W podróży. Pewnego dnia kupiłam więc kilka biletów lotniczych – z Londynu do Poznania, z Katowic do Aten i z Aten przez Singapur do Bangkoku – a w uwielbiany przez wszystkich londyńczyków Black Friday kilka nowych sportowych ubrań i plecak. Złożyłam wypowiedzenie w pracy, powiadomiłam współlokatorów, że się wyprowadzam. Zapisałam się na szczepienia, sprawdziłam godziny pracy ambasady Wietnamu. I opowiedziałam o wyjeździe przyjaciołom.

Nie wydawali się zbytnio zaskoczeni – w końcu przez ostatnie kilka lat ciężko sobie pracowałam na miano tej od najbardziej szalonych pomysłów – ale nie podzielili mojego entuzjazmu. Dziewczyna. Sama. Do Azji. Na kilka miesięcy… No a co z Londynem? Co z pracą? Co z mieszkaniem? Chcesz wydać wszystkie oszczędności na co, na autobusy i uliczne jedzenie?

Odpowiedziałam, że zawsze mogę zarobić więcej pieniędzy, ale nie mogę zarobić więcej czasu. A ściśnięta w szklanym akwarium biurowca, labiryncie metra czy wynajmowanym pokoju, w pośpiechu codziennego życia i przelewających się przez Londyn tłumów czułam, że ten czas mi ucieka.

Trzy lata życia w wielkim mieście – to był świetny czas, podczas którego zrobiłam masę świetnych rzeczy. Zaczęłam na przykład uprawiać bouldering, malować akwarelami i jeść jarmuż. Lubiłam też wszystkie londyńskie sklepy z organiczoną żywnością, piątkowe wieczory w barze i sobotnie spacery po galeriach i muzeach. Ale wciąż tęskniłam do natury. Do wsi, do lasów i do gór, w których czuję się najlepiej. Marzyłam o dłuższych podróżach. A przysługiwało mi 20 dni urlopu rocznie. Pięć dni na każde trzy miesiące. W pięć dni to mogę sobie porządnie zwiedzić Muzeum Ziemi Naturalnej, a nie Norwegię czy Szkocję!

 

„…Bo świat jest zbyt piękny a życie zbyt krótkie,

by ciułać bez przerwy, zjeść nerwy i umrzeć!” – Bisz „Potlacz”

 

A więc jadę! Pusty słoik po dżemie czeka, aby zapełnić go magią. 🙂

W ramach projektu SE Azja Stars! zamierzam odwiedzić najbardziej magiczne miejsca siedmiu państw południowo-wschodniej Azji: Tajlandii, Laosu, Wietnamu, Kambodży, Malezji, Indonezji i Sigapuru.

Poszukam magii wśród oblepionych gęstymi lasami namorzynowymi wybrzeży Tajlandii, wśród soczyście zielonych lasów Laosu, gdzieś w pełnych pól ryżowych dolinach Wietnamu, na łagodnych rzekach Kambodży, wśród zielonych morzach herbacianych upraw w Malezji, przy zatokach Singapuru i na szczycie wciąż plujących od czasu do czasu lawą wulkanów Indonezji.

Co tam znajdę? Jak dam sobie radę, podróżując solo? Ile razy zatęsknię za metrem i biurkiem? Całą opowieść znajdziecie tutaj, na Up&Here. Będę zamieszczać również posty z praktycznymi poradami dla tych, którzy chcieliby wybrać się tym samym co ja szlakiem.

Zapraszam do wspólnej podróży!