O tym, jak znalazłam słoik

Londyn, listopadowy wieczór, godzina 18:30. Stacja metra Wood Green wypluwa na powierzchnię kolejną porcję bladych, wymęczonych pasażerów. Jeszcze przed chwilą przypominali zombie – przepychani perystaltyką ruchomych schodów i wpatrujący się tępo w ekrany smartfonów – ale siąpiący z szaroburej brei chmur paskudnie drobny deszcz ożywia ich. Wyciągają parasolki, naciągają kaptury, dzwonią po taksówki.

 

Owijam się szczelniej szalikiem i próbuję przepchnąć przez stłoczoną przy wyjściu masę mokrych płaszczy, kurtek i peleryn. Wychodzę na brudny i mokry chodnik, biorę głęboki wdech – lubię zapach deszczu. Ale przecież nie jestem na wsi ani w lesie, choć sugerowałaby to nazwa stacji. Jestem w Londynie. Zamiast zapachu deszczu, wdycham smród spalin.

Przyspieszam kroku. W tym mieście każdy się spieszy, a mimo to, nikt nigdy nie ma czasu. Nie jestem wyjątkiem. Spędziłam niemal dziewięć godzin w biurze, jedna godzinę w metrze. Zamierzałam wpaść do domu, odgrzać coś i zjeść na szybko, skoczyć na bieżnię, a nędzne resztki wolnego wieczoru spędzić na długo wyczekiwanym zrobieniu… prania i ewentualnym dokończeniu Idioty Dostojewskiego.

Deszcz zacinał coraz gęściej. Ciężko było cokolwiek przed sobą dostrzec. I tak właśnie go nie zauważyłam. Poczułam tylko, jak nadeptuję na coś śliskiego, tracę równowagę i z bełkotem lecę na chodnik. Rozpaczliwie wyciągnęłam ręce przed siebie – i tylko szybki refleks wyratował mnie przed wyrżnięciem twarzą w beton. Przyczyna mojego nieszczęścia leżała kilka centymetrów od zdartych kolan. Był to słoik po dżemie.

No cholera jasna! – przeklnęłam w myślach. Słoik?! Nie powinno mnie to dziwić, wszak jestem na Wood Greenie który, szczególnie w godzinach nocnych, tonie w śmieciach – ale zazwyczaj są to jednak tekturowe pudełka po chipsach, puste puszki po coli i oblepione śladami tłustych paluchów papierowe serwetki. A tu proszę, słoik ze zdartą etykietą i rysunkiem malin na pokrywce. Wzięłam ten słoik ze sobą, z zamiarem niezwłocznego wyrzucenia go do pierwszego spotkanego kosza na śmieci.

Pierwszy kosz jednak przegapiłam, drugi był przepełniony, a trzeci w poszukiwaniu niedopałków okupował pewien menel. Czwartego już nie doczekałam, bo skręciłam w boczną uliczkę prowadzącą do mojego domu. Słoik wciąż niosłam ze sobą, aż w końcu chcąc nie chcąc weszłam z nim do domu. Postawiłam go na stole w kuchni, poszłam do przedpokoju zostawić płaszcz i torebkę, potem do łazienki umyć ręce, potem do pokoju podłączyć telefon do ładowarki, potem obejrzałam nowy odcinek Ricka i Morty’ego, a potem przypomniało mi się, że miałam iść na bieżnię – a gdy wróciłam w końcu z siłowni, słoik stał czysty i pachnący na suszarce. Współlokatorka wrzuciła go w międzyczasie do zmywarki. I tak oto stałam się właścicielką słoika po dżemie malinowym.

***

– …Będziesz robić dżem? – zapytała z rozbawieniem moja współlokatorka. Siedziałyśmy w kuchni pijąc herbatę i jedząc naleśniki.

– O nie – skrzywiłam się – Jest środek listopada. W listopadzie je się konfiturę dyniową i prażone jabłka, a nie maliny. Poza tym, nigdy robiłam dżemu. Pewnie wyszedłby mi rzadki kisiel.

– W takim razie możesz w tym słoiku trzymać, powiedzmy… – Ilona zamyśliła się – Ziółka na przeziębienie. Bardzo praktycznie, prawda?

– Prawda. Praktycznie… I bardzo nudno! – ziewnęłam. Dopiłam herbatę i wstałam od stołu – Powiem Ci, co w nim będę trzymać. Magię.

– Słuchaj, ja wiem, że w Londynie możesz kupić niemal wszystko. Sprzęt szpiegowski. Maskę konia. Silikonowe etui na papierosy.Półmetrowego, plastikowego flaminga. Sztuczną psią kupę… – Ilona wiedziała co mówi, pracowała w jednym z największych centrów handlowych w mieście – …Ale magii, moja droga, to ty tutaj nie znajdziesz.

Wzruszyłam ramionami.

– …W takim razie będę musiała jej poszukać. Choćbym musiała wyjechać gdzieś bardzo daleko. Gdzieś poza Londyn. Gdzieś, gdzie…

– …Gdzie znajdziesz coś lepszego niż sztuczna psia kupa – podsumowała Ilona.

Nazywam się Lena, mam 28 lat. A ten blog, to moja opowieść o poszukiwaniu magii na świecie.

Holy TravelRocks! Podobał Ci się dzisiejszy wpis? Powiedz to światu! Kliknij „Like” i podziel się z innymi:
  • wojciech w

    Hej. Bardzo przyjemnie czyta się Twój blog. Powodzenia w podróży i szukaniu magii 🙂

    • Lena

      Wow! Pierwszy komentarz na blogu – ślicznie dziękuję i pozdrawiam! 🙂

  • Robert Binczycki

    Hi przeczytalem chyba wszystkie twoje artykuly bardzo klarowna pisownia.Gratuluje pomyslu i odwagi w podrorzozy bede czekal na twoje nastepne relacje .Mam podobne mazenia ale mnie brakuje odwagi.Powodzenia.